13. wycieczka Rajdu na Raty 2017 – na Trójgarb i Chełmiec
czwartek, 11 maja 2017 21:30

W niedzielę 7 maja 2017 roku Oddział PTTK „Sudety Zachodnie” w Jeleniej Górze zaprosił turystów na kolejną wycieczkę w ramach Rajdu na Raty. Tym razem prowadzący trasę, piszący te słowa, powiódł chętnych w Góry Wałbrzyskie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, wszak góry te położone są ledwie pół godziny jazdy pociągiem z Jeleniej Góry, gdyby nie trudność zaproponowanej trasy. Nie dość, że liczyła ona 22 kilometry to różnica wzniesień po drodze wynosiła aż 1600 metrów. Warto jednak od czasu do czasu sprawdzić swoją kondycję i podejmować takie wyzwanie. Tym razem na trasę wyruszyło ponad dwadzieścia osób. Muszę dodać, że ze względu na słabe zagospodarowanie turystyczne nie mogliśmy liczyć na miejsca, w których można było zjeść coś ciepłego czy zagrzać się. Wszystko trzeba było zapakować do plecaka i nieść na własnych plecach.

Trójgarb i Chełmiec 01
Foto: Krzysztof Tęcza

Na trasę ruszyliśmy pociągiem o 7 rano. Pozwoliło to dotrzeć do Witkowa Śląskiego o rozsądnej porze. Było na tyle wcześnie, że udało nam się wejść do kościoła pw. Zwiastowania NMP zanim zaczęła się poranna msza. Kościół kilka lat temu przeszedł gruntowny remont i swoim wyglądem przyciąga wzrok. Widoczny bowiem jest z bardzo daleka. Ale wygląd zewnętrzny nie jest tutaj najważniejszy chociaż niewątpliwie jest atutem tej świątyni. Najważniejsze jest w niej wyposażenie, zwłaszcza barokowy ołtarz główny z płótnem przypisywanym szkole Michała Wilmanna.

W historii świątyni zapisało się kilku wybitnych duchownych jednak najbardziej znanym był ostatni przed wojną proboszcz Alfons Kotzur zmarły w 1945 roku. Była to osoba nietuzinkowa, znana z tego, że całe swoje życie oraz podejmowane działania kierował tak by pomagać swoim parafianom. Dzięki jego pracy wiele rodzin mogło spokojnie egzystować, dzieci zyskiwały normalne dzieciństwo, setki osób miały pracę i nie cierpiały głodu. Nic więc dziwnego, że jeszcze dzisiaj wierni gdy mówią o nim to czynią to z największym szacunkiem. Nieczęsto trafia się bowiem duchowny tak oddany swoim parafianom.

Po zwiedzeniu kościoła ruszyliśmy mijając rzeźbę przedstawiającą św. Jana Nepomucena, oczywiście usytuowaną przy cieku wodnym, i już niebawem dotarliśmy do ładnego stadionu sportowego należącego do Klubu Sportowego „Iskra”. Niewątpliwie jest on chlubą Witkowa.

Ostatnio byliśmy w tej okolicy rok temu więc nie spodziewaliśmy się jakiś większych zmian. Okazało się jednak, że w międzyczasie drogę, którą podążamy wyasfaltowano. Zapewne jest to bardzo dobra wiadomość dla dojeżdżających nią do swoich gospodarstw. My jednak „zyskaliśmy” kilka kilometrów wspaniałej nawierzchni. Trudno, takie czasy.

Aby jakoś zaradzić monotonii takiego marszu skorzystaliśmy z miejsca wypoczynkowego znajdującego się nad strumykiem. Trzeba było przystosować nasze odzienie do czekającego nas wysiłku. Najpierw jednak wzmocniliśmy nasze siły spożywając pierwszy posiłek tego dnia. Wykorzystaliśmy tlące się jeszcze ognisko pozostawione przez poprzedników.

Trójgarb i Chełmiec 02
Foto: Krzysztof Tęcza

Trójgarb i Chełmiec 03
Foto: Krzysztof Tęcza

Okolice te znane są z dużej ilości saren i jeleni. Tym razem także mogliśmy przyjrzeć się stadu złożonemu z ponad 20 sztuk. Widok biegających zwierzątek jest tak przyjemny, że nikt nie narzeka na czekający nas wysiłek. Bo oto zaczyna się pierwsze poważne podejście. Cała trasa na Trójgarb jest podzielona na cztery części. Pierwsze trzy rozdziela wijąca się droga leśna. W sumie to dobrze bo w ten sposób wyznaczone są naturalne punkty odpoczynku. Najlepiej korzystać z nich gdyż podejście za jednym zamachem może doprowadzić w tym wypadku nawet do zasłabnięcia. Stromość podejścia wymaga równego i bardzo spokojnego kroku. Gdy zastosujemy się do tej rady na pewno nic się nam nie stanie a po dotarciu do kolejnego miejsca wypoczynku czeka nas nagroda. Są nią wspaniałe widoki. Nie ma nikogo kto by się im oparł. Tym razem było tak samo, wszyscy z zapartym tchem podziwiali widoczne w oddali Karkonosze. Chociaż panująca od rana mgła trochę mąciła widoczność.

Pozostały ostatni odcinek podejścia na najwyższy szczyt mierzący 778 metrów n. p. m. to już w zasadzie formalność. Chociaż nie należy go lekceważyć. Kiedyś na szczycie znajdowała się zarówno wieża widokowa jak i miejsce, w którym można było wypić coś ciepłego czy posilić się. Niestety dzisiaj poza drewnianym szałasem nie ma tutaj zupełnie nic. Korzystając z leżących suchych gałęzi rozpaliliśmy niewielkie ognisko. Wystarczyło to by zagrzać ręce i upiec przyniesione z sobą kiełbaski.

Za nami jedna trzecia dzisiejszej trasy. Ruszamy zatem w dalszą drogę. Zejście z Trójgarbu wcale nie jest takie łatwe. Co prawda z tej strony nie jest już tak stromo jak od Witkowa ale trzeba uważać by nie skręcić sobie nogi. Wkrótce dotarliśmy do bardziej równego terenu, a właściwie krzyżówki gdzie rozwidlają się poszczególne szlaki turystyczne. Większość schodzących tędy turystów udających się do miejscowości Lubomin wybiera szlak koloru żółtego. Może dlatego, że jest to w miarę spokojna leśna droga. Ja jednak poprowadziłem wszystkich szlakiem koloru zielonego chcąc pokazać coś rzadko spotykanego w naszych górach. Ledwie widoczna ścieżka prowadzi trawersem po bardzo stromym zboczu, pod którym wije się niewielki strumyk. Idąc taką trasą ma się wrażenie jakby wędrowało się w górach wysokich. A leżące pod nogami igliwie zapewnia miękkość naszych kroków. Trasa ta jest tak niezwykła, że nawet nie spostrzeżemy jak dotrzemy do miejsca, w którym kiedyś znajdowała się bacówka. Niestety dzisiaj pozostała z niej tylko murowana z kamieni część piwniczna. Raczej nic nie wskazuje na to by ktoś zechciał odbudować ten obiekt. A wszystko zaczęło się od zdobycia pierwszego miejsca podczas ogłoszonego w 2009 roku plebiscytu na najgorszy obiekt turystyczny.

W Lubominie w zasadzie jest tylko jeden obiekt, który przyciąga turystów. To kościół Podwyższenia Krzyża Świętego. Ma on umieszczoną dekorację sgraffitową na jednej z elewacji. Najgorsze co czeka idących tędy podróżników to konieczność przejścia około dwóch kilometrów bardzo ruchliwą drogą łączącą Gorce ze Szczawnem Zdrojem. Trzeba zachować bardzo dużą ostrożność by nie doszło do jakiegoś wypadku. Na szczęście reszta trasy prowadzi już po drogach leśnych. Chociaż akurat teraz wskutek prowadzonych prac zrywkowych pierwsza część podejścia została tak rozjeżdżona, że trudno przez nią przebrnąć.

Trójgarb i Chełmiec 04
Foto: Krzysztof Tęcza

Właściwie to zaliczane przez nas kilometry nie dają nam się we znaki, jedyne co nas niepokoi to fakt, że widoczne maszty na szczycie, na który zmierzamy, wciąż się od nas oddalają. Bo zamiast iść pod górę my ciągle schodzimy w dół i w dół. W końcu jednak dochodzimy do małego kamieniołomu gdzie możemy, a właściwie gdzie musimy najpierw odpocząć, później zdjąć z siebie nieco zapasowych ciuchów i wreszcie powoli, bardzo ostrożnie zacząć wspinać się po zboczu tak stromym, że stojąc na nim niemal możemy dotknąć go wyciągniętą ręką. I znowu tak jak w przypadku Trójgarbu trasa została podzielona na kilka odcinków wiodących pomiędzy drogą leśną prowadzącą niemalże po poziomicy. Idziemy malutkimi kroczkami, gęsiego jeden za drugim zachowując spore odstępy tak by w razie gdy ktoś poleci w dół nie pociągnął za sobą lawiny. Odpoczywamy dosłownie co 20 metrów, jest to jednak konieczne. Dzięki takiemu podejściu wszyscy docieramy na szczyt i po krótkim odpoczynku możemy wejść jeszcze dodatkowe 22 metry po schodach na wieżę widokową. Jesteśmy ma Chełmcu zaliczanym do Korony Sudetów Polskich, chociaż po ostatnich pomiarach wiadomo, że góra o nazwie Borowa jest od naszej wyższa o całe 3 metry.

Trójgarb i Chełmiec 05

Ponieważ okazało się, że dzięki naszemu równemu marszowi zyskaliśmy sporo na czasie postanowiliśmy zejść na dół by dotrzeć do Boguszowa Gorców na wcześniejszy pociąg. Po drodze przyjrzeliśmy się jeszcze tablicom Drogi Krzyżowej Górniczego Trudu, a w mieście weszliśmy na najwyżej w Polsce położony Rynek miejski. Dziwne to bo przecież wysokość nie jest zbyt imponująca.

Wkrótce okazało się, że dzięki szybszemu zejściu do miasta umknęliśmy przed załamaniem pogody i do Jeleniej Góry wróciliśmy susi i zadowoleni.

Krzysztof Tęcza