Urodził się w Toruniu. Nauczyciel, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, przewodnik górski-sudecki, instruktor przewodnictwa PTTK, pilot wycieczek, licencjonowany przewodnik po czeskiej Pradze i Zamku Praskim.

Podczas swojej długoletniej pracy pedagogicznej uczył przeważnie fizyki, ale także innych przedmiotów ścisłych jak fizyka i chemia, w wielu placówkach oświatowych: w Szkole Podstawowej przy szpitalu uzdrowiskowym w Cieplicach, był zastępcą dyrektora w Szkole Zawodowej przy cieplickiej Fampie, był dyrektorem Zasadniczej Szkoły Budowlanej w Cieplicach, uczył w Szkole Rzemiosł Artystycznych w Cieplicach i w Szkole Podstawowej w Jagniątkowie. Był bardzo lubiany przez uczniów, którzy nazywali Go „Profesor Bak”, gdyż nosił wyjątkowe bujne, starodawne baki, czyli jak się to wtedy mówiło „pekasesy”.

W wieku 28 lat, w roku 1969 wraz z małżonką Jadwigą – też nauczycielką, wstąpił do jeleniogórskiego Oddziału PTTK. Wtedy też zainteresował się oprowadzeniem wycieczek i zapisał na kurs przewodnicki, prowadzony przez Tadeusza Stecia. Pracę nauczycielską potrafił pogodzić z przewodnictwem, które stało się Jego pasją. Bardzo solidnie przygotowywał się do nowego zawodu. Pasjonował się także historią. Koledzy wspominają Go jako człowieka otwartego i życzliwego, precyzyjnego, zawsze skorego do wymiany doświadczeń i wiedzy, nie tylko przewodnickiej. Przewodnicy, będący nauczycielami zauważają, że jego wycieczki były prowadzone w sposób perfekcyjny, metodyczny, z polotem, ale i ciekawie.

Uprawnienia przewodnickie III kasy zdobył w roku 1974, a „dwójkę” uzyskał siedem lat później. Systematycznie – jak to nauczyciel z krwi i kości – poszerzał fachowa wiedzę przewodnicką i nowe obszary oprowadzania. Zainteresował się Pragą, którą pokochał i poznał od podszewki. Z czasem jego repertuar oprowadzania powiększył się o Drezno, Szwajcarię Saksońską i Czeską, Morawski Kras, Wiedeń, Czeski Raj i Skalne Miasta, Bratysławę i Budapeszt. Dla biur podróży, dla których pracował był zawsze dobrze zorganizowany i zdyscyplinowany. Dla turystów przyjazny, ciepły, sympatyczny, zaangażowany i dowcipny, a przez to bardzo lubiany. Jego córka Iwona wspomina, że „wycieczki kochał nad życie i wkładał w nie całe serce”. „Młodzi przewodnicy wiele od niego czerpali... Miał bardzo lotny umysł, był fizykiem, ale jednocześnie w jednym palcu miał historię. Był bardzo obowiązkowy, punktualny, rzetelny, zawsze dotrzymywał słowa. Wszystko załatwiał od ręki, nie lubił odkładać spraw na później. Lubił ryzyko, był odważny i wysportowany…, …był punktualny, rzetelny i zawsze dotrzymywał słowa…” – tak Go pamięta pani Iwona.

Podróżnikiem i odkrywcą bywał też prywatnie, na użytek swojej rodziny, której był liderem. Kochał całą swoją rodzinę i doceniał. Umiejętnie łączył życie zawodowe z rodzinnym. Często zabierał rodzinę na wyjazdy zagraniczne (Irlandia, Szwecja, Grecja, Niemcy, Hiszpania, Czechy) ale i na wędrówki i pobyty rodzinne w Polsce. Lubił wypoczywać na polskim wybrzeżu. Miłość do gór zaszczepił całej swojej rodzinie, a szczególnie synowi Marcinowi, dlatego bardzo mocno przeżył śmierć syna, którego w wieku 22 lat zabrała lawina w górach Tien-Szan pod Chan-Tengri. Tabliczka pamiątkowa Marcina umieszczona na Symbolicznym Cmentarzyku w Kotle Łomniczki w Karkonoszach ciągle o tym, przypomina rodzinie i turystom.

Artur był do końca aktywny w podróżowaniu i oprowadzaniu. Jeszcze w sierpniu 2020 r. prowadził wycieczkę do Wiednia, a w październiku był z żoną na wędrówce w Bieszczadach, gdzie świętowali 79 urodziny Artura…

Był bardzo rodzinny i wraz z żoną Jadwigą – Kazimierą prowadził dom otwarty. Dom „pachnący domowym ciastem”, w którym zawsze wszyscy czuli się dobrze. Był dumny z córki, syna, wnuków, wnuczki i ogromnie cieszył się z prawnuczki Majeczki. Pani Iwona wspomina: „Tato miał taki rytuał, że jak wracał z wycieczki, obojętnie którą by to nie była godzina (z Pragi nocą o pierwszej czy drugiej), robił sobie kawę i zjadał kawał dobrego domowego ciasta. A mama zawsze przed wycieczką, nie ważne czy o piątej czy szóstej rano, szykowała mu śniadanie i robiła kanapki...”. Przeżyli z sobą szczęśliwe 55 lat małżeństwa, stając się idolami i wzorcem dla swoich dzieci i wnuków.

W swoim domu często gościł kolegów przewodników. „Było dużo śmiechu i świetne niekończące się opowieści...” wspomina Jego córka – Iwona Kamińska, nota bene też nauczycielka. Był skłonny do żartów – zawsze na poziomie, a nawet do psikusów, w swoim gronie.

Udzielał się w swoim macierzystym Kole PTTK nr 30 „Nauczycielskim”, był członkiem zarządu Koła od 2001 r., często prowadził wycieczki dla jego członków. Należał także do TKKF od 1984 r. Odznaczony został Brązową Odznaką Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej (1984) oraz Srebrną Odznaką Rekreacyjną TKKF (1980), a w 2004 otrzymał Oznakę 25 lat w PTTK.

Koleżanka ukochanej córki Iwony, tak scharakteryzowała Artura, po pierwszym poznaniu: „Po prostu: SZYK, KLASA i KULTURA.”

Artura pożegnaliśmy dnia 22 grudnia 2020 r. na cmentarzu w Sobieszowie, gdzie przybyło wielu Jego przyjaciół, kolegów, uczniów i znajomych. Na ceremonię pogrzebową przyjechał z Koszalina przyjaciel Artura ksiądz Andrzej Hryckowian, który z Nim jeździł do Pragi. Opowiedział w ciepłych słowach o Arturze. „O tym, że potrafił zawsze patrzeć poza horyzont i nigdy nie zbaczał ze szlaku... i z taką pasją prowadził wycieczki, że turyści uwielbiali z nim jeździć...”

Kolega Artura, przewodnik sudecki Janusz Jachnicki odczytał swój wiersz „Arturowi na drogę”:
Arturze, do zobaczenia za chwilę,
Każdy z nas może powiedzieć,
Że żegnać Cię dzisiaj będziemy,
Wcześniej tego nikt nie mógł wiedzieć.
Mam w oczach Twój dobry uśmiech,
Zostanie ze mną wspomnieniem,
Dobrego człowieka po prostu,
Co życie miał zgodne z sumieniem.
Jesteś już w innym oddziale,
Innych Sudetów Zachodnich,
W pamięci naszej zostaniesz,
Wspominać będziemy Cię godnie.

Przygotował: Andrzej Mateusiak

Left
Right